Długo się zastanawiałem, czy szukać używanej "siedemdziesiątki" czy kupić nową, pachnącą, z dalekich krajów, gdzie takowe są dostępne. Decyzja zapadła - będzie nówka. 2,5 miesiąca czekania i ... jest! Śliczna, wymarzona lalunia na moim podwórku. Auto to rocznik 2011.

 

Wrażenia po pierwszej jeździe pozytywne,

- nawet po przekroczeniu setki w aucie jest cicho (tego się bałem),

- skręt bardzo dobry

- nie klepana i ujeżdżana w terenie przez nie wiadomo kogo :)

 Teraz wiem, że to dobrze wydana kasa .

 

Jedyna rzecz, która spędzała mi sen z powiek to konserwacja. Auto rodowodem z ciepłych krajów, gdzie rdza zapomina o blacharce, u nas powinno być odpowiednio zabezpieczone. Wiec gdzie ją zaprowadzić, żeby była dobrze zrobiona? Zdecydowałem się na sprawdzony warsztat z Warszawy. Dodatkowo, aby uchronić mój rodzynek przed "rudą", zamontowałem system ERPS (system ten to ochrona katodowa, która teoretycznie spowalnia rdzę nawet, jak już jest, choć najlepiej go zastosować właśnie na nowym aucie).

 

Ze względu na to, że auto pochodzi z miejsca, gdzie zwykle nie bywa zimno, na mrozie zdarzały się problemy ze złapaniem temperatury silnika. Nie było kłopotów z ogrzewaniem wnętrza. Przy temperaturze nawet -25 st.C. kabina Toyki bardzo szybko się nagrzewa. Nie było też problemów z odpaleniem. Kłopot stanowiła temperatura silnika. Nawet po zasłonięciu całej chłodnicy tekturą, silnik nie rozgrzewa się do odpowiednich wartości. Aby temu zaradzić, zamówiłem termostat w wersji Europejskiej.

 

Toyka oczywiście na dożywocie, jako baza do robienia wyprawówki. 

 

 

 

Zdjęcia zaczerpnięte ze strony importera auta.