Po przebyciu obu Ameryk Wojtek i Wiola zaplanowali dalszą część swojej podróży wokoło świata, a na drodze tym razem stanęła Afryka. Przygotowywaną na tę trasę Toyotę Hilux 4×4, prezentowaliśmy w fazie tworzenia. Sprawdziła się w testach na Rumuńskich trasach i przyszła pora by okazała swoja przydatność w dalekiej wyprawie na nowy kontynent. Przedstawiamy ich opowieść o tej podróży...

 

 

Nasz pierwszy pomysł podróży przez Afrykę, obmyślony jeszcze jesienią 2013 r. obejmował trasę:

Polska > Czechy > Austria > Włochy > Egipt > Sudan > Etiopia > Kenia > Uganda > Rwanda > Burundi > Tanzania > Mozambik > Malawi > Zambia > Botswana > RPA >Suazi > Lesoto.

Jednak z powodu niemożliwości przedostania się z Europy do Egiptu, plany te upadły i postanowiliśmy tę podróż odbyć w przeciwnym kierunku.

   

Aby to zrealizować 17 grudnia wysyłaliśmy naszą nową, stworzoną do tego celu Toyotę Hilux 4×4 z Gdyni do Kapsztadu, a nasza trasa podróży generalnie przebiegała wschodnimi terenami kontynentu afrykańskiego z RPA, aż do Keni, gdzie w jej stolicy Nairobi pozostawiliśmy nasz pojazd na przerwę w podróży, która ma trwać do jesieni. Na przestrzeni dziewięciu tygodni pokonaliśmy dystans 20600km poprzez RPA, Namibię, Botswanę, Zimbabwe, Zambię, Malawi, Tanzanię, Burundi, Ugandę i Kenię.

 

 

A wszystko zaczeło się zima 2014r. Chociaż... jak mówić o zimie, kiedy wbrew kalendarzom, za oknem panuje wiosna. Wkrótce startujemy a w naszym ogrodzie roślinność budzi się do życia. Przyroda oszukuje?… eh… już nikomu nie można wierzyć… Wyruszamy w nieznane i zobaczymy co to będzie? Czy zachwyci nas nowe? Czy doznamy satysfakcji? Czy coś nas rozczaruje bądź zniechęci? Tego nie wiemy, ale się dowiemy. Tymczasem jesteśmy dobrej myśli i… Witaj przygodo!

W trakcie wyprawy, ramach wyprawy, dobrego uczynku, chcemy zawieźć dzieciom odrobinę radości w postaci zabawek, przyborów szkolnych i piłek. Ludzie mawiają, że podobno dobre uczynki okrążają świat i do nas wracaj w postaci dobra. Być może… To taki nasz „social travel”. Wyruszamy na „Czarny Ląd zwany też czasem kolebką życia, niestety również najbiedniejszy. Matka Natura wynagradza to jednak niezwykłymi krajobrazami i zjawiskami, co udokumentujemy w najbliższym czasie. Jedziemy tam, gdzie nas jeszcze nie było, zobaczyć wszystko to, co niezobaczone, poznać niepoznane i co najważniejsze… powrócić z bagażem doświadczeń, kawy, czerwonokrzewu i ceramicznych malowanych koralików.

Zaczynamy od Afryki wcale nie takiej dzikiej… czyli największej aglomeracji RPA – Johannesburga, ale cywilizowane miasto w którym liczą się tylko pieniądze, opuścimy dość szybko na korzyść wioski w której serwują… kotlet z zebry i pieczeń z krokodyla. To może być nasze pierwsze spotkanie z kategorii „Zwierzęta Afryki”.

Pierwszy etap podróży wykonamy wynajętą Toyotą 4×4 z firmy Avis (200zł za dzień), gdyż nasza jeszcze płynie kontenerowcem, gdzieś po Atlantyku i dotrze do Kapsztadu dopiero 24 stycznia. Czas ten przeznaczymy więc, jadąc trasą Johannesburg-Kapsztad, na zwiedzenie tego niezwykle ciekawego kraju. Gdy tylko odbierzemy nasze auto, a ma się to odbyć 27 stycznia, ruszymy na północ, w kierunku Namibii, wschodnim wybrzeżem kontynentu afrykańskiego, odwiedzając po drodze większość ciekawych miejsc tego rozległego kraju, który niegdyś był kolonią niemiecką. Jest to jeden z niewielu bezpiecznych i stabilnych krajów „Czarnego Lądu”, jeden z pierwszych, który w swojej konstytucji ma zapisaną ochronę przyrody. Dalej trasa będzie wiodła poprzez Botswanę, Zimbabwe, Zambię, Malawi, Mozambik, Tanzanię, Ugandę aż do stolicy Kenii, Nairobi, gdzie zamierzamy dotrzeć końcem marca.

 

Dzień 1. – 15.01.2014r

Witaj przygodo, jak to kiedyś śpiewał Czesław Niemen. Ruszamy na podbój Afryki. Tym razem, aby dotrzeć z Bielska Białej do międzynarodowego, warszawskiego lotniska „Chopina”, wykorzystaliśmy nasze, tak źle oceniane koleje i pociągiem „Inter City”, po niespełna czterech godzinach, punktualnie meldujemy się w stolicy. Bilety do Johannesburga wykupiliśmy dwa miesiące wcześniej, poprzez internet, etiopskimi liniami lotniczymi Ethiopian Airlines (2.070zł od os. w jedną stronę). Cały 3-etapowy przelot, który rozpoczęliśmy o 18.40, trwał łącznie z przesiadkami 18 godz. i już o 13.10, po lotach bez jakichkolwiek nieprzewidzianych zdarzeń, jesteśmy planowo w największym porcie lotniczym RPA. Ponownie, lecz tym razem w „economy class” lecieliśmy Dreamlinerem na trasie z Frankfurtu do Addis Abeby, z jak najkorzystniejszymi opiniami o tym sprzęcie, jego nienagannej obsłudze i komforcie lotu. To samolot odpowiadający dzisiejszym czasom.