Botswana. Kolejne dni spędzone na włóczędze po afrykańskich bezdrożach, kolejne wrażenia tym razem zbierane wśród solnych równin. Zapraszamy na ciąg dalszy opowieści snutej przez uczestników wyprawy Adventrue.pl.  Czerwiec w Afryce okazał się bardzo chłodny. Jak bardzo, o tym przekonacie się czytając część pierwszą opowieści dostępnej na naszych stronach LINK. Poniżej następna część powieści...

 

 

 

 

W naszej afrykańskiej podróży kolejny przystanek to Kubu Island położonej na Makgadigadi Pan. To jedno z największych solnisk na świecie. Obszar wielkości Portugalii będący wyschniętym morzem śródlądowym. Dojazd w to miejsce powinien odbywać się łazikami księżycowymi, bo to sceneria rodem z filmów o podboju kosmosu. Bezkres tego miejsca przytłacza nas za każdym razem kiedy tu jesteśmy. Rozbijamy obóz na skraju wyspy Kubu. Tysiącletnie baobaby za naszymi plecami udzielają nam schronienia.

 

 

Rozpalamy ogień i rozpoczynamy kolejny wieczór opowieści o Afryce. W promieniu dziesiątek kilometrów żadnego światła, tylko nasze ognisko. W nocy ubieramy wysokie buty przeciw wężom i skorpionom i wychodzimy na środek solniska. Sesja zdjęciowa jak na księżycu. Gwiazdy świecą tak mocno, są tak blisko, że niemal można ich dotknąć. Noc jakby cieplejsza, a może to impreza przy ognisku nas tak rozgrzała.

 

 

Wschód słońca na solnisku jest zjawiskiem zarezerwowanym tylko dla rannych ptaszków. Ognista kula podnosi się nad wyschniętą planetą i wyrasta oświetlając mocarne ręce baobabów, które każdego dnia czekają na taką pobudkę. Uczestnicy wyprawy, którym udało się wstać zostali sowicie wynagrodzeni widokiem za wczesną pobudkę. Śpiochy mają czego żałować, jedziemy dalej, drugiej szansy nie będzie - Afryka wzywa. Zaciekawieni drzewnymi olbrzymami ruszamy na poszukiwanie najsłynniejszych baobabów Botswany. Thomas Baines namalował je pomiędzy 1861-1862 rokiem rozsławiając to miejsce na cały świat. Siedem ogromnych drzew Parku Narodowego Nxai Pan zaprasza na odpoczynek w cieniu baobabów porastających wyspę Kudia Kam Pan. Potem czeka nas bardzo ciekawe safari w Parku Nxai Pan. To będzie przedsmak tego co czekać nas będzie w Delcie Okawango. Jazda w kopnym piachu okaże się doskonałym treningiem i sprawdzianem naszych umiejętności off-roadowych.

 

 

Najbliższy nocleg spędzimy w Planecie Baobabów. Camping ten pokaże nam, dlaczego ludzie nazywają baobaby „upside down tree”, czyli drzewa do góry nogami, których szczyty często wyglądają jak korzenie. Ich wielkość poraża, u nas tylko wieżowce osiągają taką wysokość, ale żaden z nich nie potrafi jak baobab zgromadzić w swych korzeniach 120 000 litrów wody na czas suszy. Planet Baobab zapewniło nam wygody jakich nikt z uczestników nie spodziewał się. Bar z drinkami, afrykańskie rytmy i basen pozwoliły zapomnieć na kilka godzin o trudach podróży....

 

Poprzednio opisane 

Botswana z Adventrue cz.I LINK

 

Następne relacje

Botswana z Adventrue cz.III LINK 

Botswana z Adventrue cz.IV LINK

Botswana z Adventrue cz.V LINK

 

 

 

Ciąg dalszy - wkrótce!

Tekst: Adventrue.pl

Zdjęcia: uczestnicy

 

 

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ

Botswana z Adventrue cz.2 Botswana z Adventrue cz.2 Botswana z Adventrue cz.2 Botswana z Adventrue cz.2 Botswana z Adventrue cz.2 Botswana z Adventrue cz.2 Botswana z Adventrue cz.2 Botswana z Adventrue cz.2 Botswana z Adventrue cz.2 Botswana z Adventrue cz.2 Botswana z Adventrue cz.2 Botswana z Adventrue cz.2 Botswana z Adventrue cz.2 Botswana z Adventrue cz.2