Piotr Kulczyna, znany z wielu podróży swoim ukochanym Land Cruiserem BJ40 i od niedawna BJ45 ma w swoim życiu jeszcze jedna miłość. Są nią konie. Konno postanowił więc zrealizować jedno ze swoich marzeń, podróż przez sporą połać kraju. Zdany na różne przeciwności i przygody, tylko z tym co zmieściło się w podręcznym bagażu przemierzył ponad 500 km. Jakie wynikły z tym związane przygody i perypetie - zapraszamy do lektury książki. A już u nas wybrane fragmenty opowieści!

 

 

Fragmenty książki 

KONNO PRZEZ POLSKĘ

 

[...] W dwa tygodnie po powrocie z Azjatyckiej wyprawy, powróciły do leśniczówki moje konie ze stajni Śląska i Opolszczyzny gdzie mieszkały podczas naszej nieobecności. Niby wszystko było w porządku zadbane odkarmione, stajenni dbali o nie z należytym obowiązkiem i pietyzmem ale… jednak czegoś im brakowało… Ich sierść nie błyszczała blaskiem słońca wdzierającego się przez okienka stajni, ich zapach był inny, bardziej ostry, drażniący, a i one same niepewne podenerwowane przestępowały z nogi na nogę w swoich boksach. Nie bały się mojej obecności, nie uciekały od mojej ręki, wręcz przeciwnie starały się jak największą powierzchnia swoich wielkich ciał dotknąć mnie. Ich nozdrza opierały się o moje policzki buchając co rusz gorącym oddechem, który pozostawiał wilgotną  skórę twarzy. Po mimo to widziałem w ich oczach, uszach obawę, strach, ich ciche rżenie zatrzymywało mnie na godziny w stajni, czułem a nawet byłem pewien, że bały się kolejnego rozstania, one tęskniły za swoimi kątami i za mną.

 

 

To bardzo przejmujące gdy zwierzę okazuje mam swoje przywiązanie wyraża swoje uczucia mówi do nas, że ich dom jest tutaj i tutaj czuje się najlepiej – bezpiecznie. I wtedy właśnie postanowiłem , kolejną wyprawę odbędę z koniem , przyjacielem Denirem. Pojedziemy do miejsca w którym przeżyłem najwspanialsze chwile mojego życia, tam gdzie spędzałem cudowne rodzinne wakacje dzieciństwa, gdzie z czasem jako młody człowiek przyjeżdżałem z przyjaciółmi pod namiot. Zaraz po ślubie z kochaną Urszulą przeżyłem wspaniały tydzień miłości, a po kilku latach moje dzieci weszły w ślady mojego dzieciństwa, i dla nich Laskowo na zawsze stało się oazą spokoju i odpoczynku. Tam postanowiłem pojechać konno w siodle samotnie tylko ja i mój koń.

 

 

[...] Zauważyłem zieloną tabliczkę z napisem "Czerniejewo jedenaście". Jesteśmy na prawidłowym kierunku pomyślałem zsuwając się z siodła. Dość !!! teraz odpoczynek!!!  Jesteśmy na dobrej drodze powiedziałem to głośno Denirowi zrzucając z jego grzbietu rząd z całym naszym majdanem.  Przywiązałem Denira do latarni podsuwając brezentową miskę z owsem. O dziwo jadł z apetytem i był wyraźnie zadowolony z siebie. Także z tego że tak trudny odcinek udało nam się pokonać… nie jestem pewien czy on to wszystko rozumiał, jednak jego zachowanie wskazywało na to że pojął trudności dziennej jazdy i przyjął bez sprzeciwu nocną eskapadę.  

Sam usiadłem pod płotem jak się po chwili okazało mleczarni. Ściągnąłem powoli sztyblety. Moje stopy były w opłakanym stanie bolały i szczypały. Skóra na bąblach była napęczniała i po naciśnięciu płynęła z niech różowa maź piekąc niemiłosiernie. Część bąbli już dawno pękła odsłaniając otwarte rany. Skromna ta moja apteczka wody utlenionej też pozostało pół butelki. Byłem zajęty opatrzeniem swoich ranek gdy nagle usłyszałem ciepły dziewczęcy głos "a co pan tu z koniem po nocy?? O jejku prawdziwy koń i siodło" powtórzył zdziwiony głosik… "Proszę Pana jak pan tu się dostał? Co Pan tu robi?" Pytało młode dziewczę . Przeprosiłem, tłumacząc, że ja tylko na chwilkę i zaraz sobie pójdę… Ale dziewczynie nie o to chodziło, w kilka minut przyszedł jej mąż. Wyjaśniłem kim jestem i co tutaj robie z moim koniem. W pięć minut później piłem gorącą kawę a w reklamówce wręczono mi żółty ser, kiełbasę, dwie bułki, andruty, cukierki…  Dziewczyna imieniem Kinga była tak nami zafascynowana, że nie wiedziała jak i czym nas ugościć. Po chwili jej mąż przyniósł w kwadratowej misce wodę dla Denira. A widząc moje gołe ranne stopy pobiegła po apteczkę z plastrami i specyfikami na odciski i rany… W samą porę bo właśnie wsmarowałem ostatnią tubkę trybiotyku. Założyłem opatrunki, delikatnie wciągnąłem sztyblety i nasunąłem czapsy. Ból ponownie się wzmógł pieczenie i szczypanie zamieniło się w tępy toporny ucisk całej nogi. Gdy wstałem i przeszedłem kilka kroków jakby złagodniał.  Spojrzałem na zegarek zbliżała się trzecia nad ranem. Jechaliśmy cztery i pół godziny… nie za szybko ale najruchliwsza droga była za nami. Powoli wyczyściłem konia i osiodłałem, wysłuchując jednocześnie dokładnych instrukcji jak mam jechać. Trafiłem na wyjątkowych młodych ludzi, a że pasją ich była jazda na rowerze okolice znali wyśmienicie. Nie byłem zmęczony, koń też sprawiał wrażenie odprężonego , zadowolonego i chętnego do dalszej drogi. Pożegnałem się serdecznie z młodym małżeństwem mieszkańców Wrześni i ruszyliśmy w dalszą podróż w kierunku Czerniejewa.

 

 

 

Piotr Kulczyna "Konno przez Polskę", Agencja Reklamowo-Wydawnicza „Vectra”

 

GALERIA ZDJĘĆ

 

Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny Kolejna wyprawa Piotra Kulczyny