Mam w domu papierową mapę Europy, na której zaznaczyłem obowiązkowe miejsca do sfotografowania. Trochę tego jest, bo zgodnie z zasadą "cudze chwalicie, swego nie znacie" nie trzeba ruszać na inne kontynenty, aby zobaczyć miejsca zapierające dech w piersiach. Tak właśnie jest w przypadku oddalonej zaledwie o 800km (Oradea) od Warszawy, Rumunii. Państwo kojarzące się z Drakulą i Nicolae Ceauşescu, posiada w obrębie swoich granic dwie wspaniałe drogi, wyróżniające się położeniem w najwyższym ich punkcie ponad 2000m n.p.m. Transalpina (DN67C) oraz Szosa Transfogaraska (DN7C) stały się moim celem umieszczenia ich w kadrze.

 

 

 

Słów kilka o Transalpinie

Kiedyś rumunska mekka pasjonatów offroadowych podróży, dziś w całości wylana jest asfaltem. Sprawia to, że jest dostępna również dla typowo rodzinnych pojazdów. Droga ta przecina z północy na południe Góry Parâng - pasmo Karpat. Jej najwyższy punkt to przełęcz Urdele polożona na wysokości 2145m n.p.m. W tym miejscu warto być jeszcze przed wschodem słońca i wyczekać, aż pierwsze promienie zaczną wyłaniać się zza szczytów gór. 

 

 

Widok, który rozpościera się z tego miejsca nie pozwala odsunać aparatu od twarzy. Z drugiej strony warto chwilę popatrzeć jak chmury przedzierają się przez pasmo gór. Każde przejechanie samochodem kilkudziesięciu metrów zmusza człowieka do zatrzymania się i zrobienia kolejnych zdjęć. Na fotografowanie 135km trasy najlepiej zaplanować cały dzień.

Szosa Transfogarska

Według Jeremy Clarkson'a najlepsza droga na świecie. Pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie odcinek Top Gear, w którym ekipa testowała tam swoje samochody. Szosa Transfogaraska przecina z północy na południe Góry Fogaraskie, które są najwyższym pasmem górskim Karpat. Powstała za czasów sprawowania władzy przez Nicolae Ceauşescu, a jej budowie przyświecały cele militarne.

 

 

Najwyżej położony punkt osiąga 2034 m n.p.m. , a jednym z bardziej charakterystycznych miejsc na trasie jest najdłuższy tunel w Rumunii (884 m). Wjeżdżając od strony południowej pierwszym obowiązkowym punktem do obejrzenia jest zapora na rzece Ardżesz. Dla fanów Drakuli warty zwiedzenia jest zamek Poienari, należący do Włada Palownika uznanego za pierwowzór Drakuli.

Czas na zdjęcia w tym miejscu nie może trwać zbyt długo, ponieważ prawdziwa zabawa dopiero przed nami.

 

 

Droga do najwyższego punktu szosy, w którym znajduje się jezioro Vidraru wiedzie przez niezliczoną ilość zakrętów. Zanim dojedzie się do szczytu, warto zatrzymać się na kilka zdjęć, których robieniu towarzyszyć może stado osłów. Po dojechaniu nad Vidraru można zrobić sobie przerwę na kupienie pamiątek lub jedzenia, ale trzeba mieć odporny żołądek. To miejsce zbyt mocno przesiąknęło klimatem jarmarcznym, ale to dobrze, bo główny punkt programu znajduje się tuż za zakrętem. Po przejechaniu 100 m oczom ukazuje się kwintesencja tego miejsca. Panorama krętej drogi, powstałej za sprawą wysadzania gór dynamitem robi piorunujące wrażenie. Słupy kolejki górskiej, wyglądające niczym samotne drzewa, prowadzą nasz wzrok w dół zbocza. Każdy kadr jest dobry, każda kolejna klatka to jeszcze za mało, a i tak nie można oddać na zdjęciu tego, co czuje się stojąc w tym miejscu.

 

 

Jeśli kochacie góry i chcecie przemierzyć je za sprawą nawet rodzinnego samochodu, to te dwa miejsca są obowiązkowym punktem na mapie Europy.  Dodam jeszcze, że Rumunia to kraj życzliwych, uśmiechniętych ludzi, miast, w których na ulicach unosi się jeszcze zapach poprzedniego ustroju, i wszędzie biegają bezdomne psy, które chętnie coś od nas smacznego przyjmą.

 

TEKST: Marcin Samborski, ZDJĘCIA: Agata Bartosz/Marcin Samborski

 

GALERIA ZDJĘĆ

 

 
 

Galeria

02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12
13

Pełna galeria