CHILE.

Po kilkuset kilometrach off-roadowych szaleństw zauważymy najwyższy aktywny wulkan świata. No, chyba żeśmy się zgubili. W takim wy­padku możemy być wszędzie. Jeżeli jednak nie, to warto poznać nazwę przed chwilą wymienionego wulkanu. To Llullaillaco (6.755 m n.p.m.), miejscowi wymieniają tę trudną nazwę: ziuziajziako. Cóż, amerykański hiszpański trochę różni się od euro­pejskiego hiszpańskiego. Na szczycie odnaleziono inkaskie mumie. Do obejrzenia w argentyńskiej Salcie. Wulkan stanowi najwyżej położone stano­wisko archeologiczne na świecie. W całej okolicy możemy się natknąć na pozostałości inkaskiej kultury, może jeszcze nieodkryte. Mijając aktywny wulkan Lascar (5.633 m n.p.m.) bądźmy ostrożni. On lubi rozrabiać i wybuchać. I nie pomylmy pobliskiego Salaru de Atakama z Salarem Uyuni. Ten pierwszy nie nadaje się do jazdy.

 

 

San Pedro de Atacama - ładnie brzmi, prawda? To chilijskie turystyczne miasteczko na pograniczu z Boliwią i Argentyną. Oferuje mnóstwo atrakcji. Pozwala powrócić asfaltową drogą do cywilizacji na chwilę wytchnienia. W rejonie Antofagasty, dużego miasta nad Pacyfikiem, znajdziemy plaże i efektowną morską skałę - Monumental Natural La Portada. Jeżeli nie potrzebujemy dużego miasta i oceanu, po drodze jest Calama. Wystar­czająco duża, by znaleźć tutaj wszystko czego potrzebujemy. Obok znajduje się najgłębsza od­krywkowa kopalnia miedzi Chuquicamata, o głę­bokości ponad 1.000 metrów. Można zwiedzić.

Jeżeli nie potrzebujemy chwili wytchnienia pośród ziemskich wygód, zostańmy w rejonie San Pedro de Atacama, Wysokość nie przeszkadza, bo to ledwie 2.500 m n.p.m. Nie sposób się tutaj nudzić. Po sąsiedzku mamy słynną pustynię Atakama z bajkowymi dolinami de la Luna i de la Muerte. W tej drugiej można nawet uprawiać sandbo­arding, czyli jeździć deską snowboardową po piasku. By lepiej się ślizgała dobrze natrzeć spód świeczką. Minusem pewnym może się okazać wiatr, stąd warto mieć gogle albo okulary, no i na wydmy trzeba wchodzić na własnych nogach.

 

 

Gdy ktoś woli spędzać czas bez wysiłku, w pobliżu są: Laguna Cejas i Tebinquiche. Można się w nich kąpać. W bardzo słonej Cejas nie potrzebujemy materaca by unosić się na wodzie. Wieczorem warto się wybrać na niewielkie ale malownicze solnisko Ojos del Salar, z którego roztaczają się widoki na liczne wulkany. W tym jeden z najpięk­niejszych stratowulkanów świata - Licancabur (5.938 m n.p.m.). Stratowulkan? A cóż to znowu takiego? Po prostu piękny stożkowy wulkan. Ten akurat nieaktywny, i z jeziorem w kraterze. Można śmiało na niego wchodzić, chociaż w pobliżu są wyższe, jak dużo brzydszy Sairecabur (6.003 m n.p.m.). Na miłośników adrenaliny czeka z kolei aktywny Lascar (5.633 m n.p.m.). Oferuje wspania­łe siarkowodorowe zapachy plus iście marsjań­skie krajobrazy. Wzorcowa Czerwona Planeta.

 

 

Wymęczone kości oraz mięśnie możemy rozgrzać w kilku termalnych kąpieliskach, w tym na wyso­kości prawie 4.300 m n.p.m., obok pola gejzerów El Tatio. Takich pól na świecie jest zaledwie kilka, ale żadne nie jest tak wysoko jak to. Liczne gejze­ry, chociaż nie wybuchają wysoko i musimy tutaj być wcześnie rano, oferują absolutnie pozaziemski widok. Wspaniałe kolory, mnóstwo słupów pary wodnej i erupcje termalnej wody do dziesięciu metrów. Gdzieś pod nami jest komora płynnej magmy i niech tam sobie zostanie.

El Tatio jest w Chile, niedaleko granicy z Boliwią i nie dajmy się nabrać na marketing tych drugich. Oni mają w tej okolicy, na ok. 4.900 m n.p.m., Fumarole sol de Manana, które nazywają gejzera­mi. Ale są to tylko fumarole, czyli rodzaj gorących wyziewów wulkanicznych, które zobaczymy też w El Tatio. Czujne oko w tych rejonach może wypatrzyć roślinę o nazwie yareta. Mocno zielona, porastająca głazy i skały, rzadka. Stanowi kontrast w stosunku do otoczenia, a po potarciu mocno i charakterystycznie pachnie.

 

 

Trudno wymienić wszystkie atrakcje rejonu San Pedro de Atacama. Więc może jeszcze kilka. W Lagunie Chaxa koło salaru Atakama zoba­czymy liczne flamingi a rejon Laguny Miscanti, to już ponad 4.000 m n.p.m., oferuje wspaniałe wulkaniczne krajobrazy. Niezapomniany widok gwarantuje też Quebrada de Jerez, czyli kanion, którym płynie potok, wyżłobiony w polu lawowym. Niedaleko stąd także do Cordillera Domeyko. Ignacy Domejko, polski dziewiętnastowieczny geolog i badacz, przede wszystkim Chile, jest w tym kraju za swoje osiągnięcia do dzisiaj powszechnie znany i ceniony. Uważa się, że stwo­rzył chilijskie górnictwo, które dzisiaj zapewnia dobrobyt całemu krajowi. Pod warunkiem, że ceny surowców stoją wysoko. Jeszcze jedną, może nieoczywistą, atrakcją południowoamerykańskich wysokogórskich płaskowyżów jest przejrzystość powietrza. To raj dla obserwatorów nocnego nieba. Nie bez przyczyny w okolicy są różne insta­lacje astronomiczne.